Obudziłam się ok 8:30 A.M .
-Rodzice pewnie już od dawna na nogach,w Polsce jest ok. 9:30,a ja sobie pospałam- pomyślałam,po czym ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się,bo rano wyglądam jak trup. Poszłam na dół i poczułam jakby dziwny ucisk w kieszeni jeansów. Coś tam miałam. Włożyłam rękę do kieszeni i wymacałam w niej karteczkę. Od Harrego. " Spotkajmy się o 9:40 P.M na ławce w parku,pod wielkim dębem. Harry. x" Jednocześnie byłam szczęśliwa i zaniepokojona. O co mogło chodzić? Znaliśmy się od paru dni,a już traktowałam go jak kogoś bardzo bliskiego. Miałam nadzieję,że on też się ze mną zżył.... może chce powiedzieć,że mnie nie lubi? Że nie chce mnie znać,urwać kontakt? A może się przeprowadza? Nie mogłam przestać o tym myśleć. Zadzwoniłam do niego,ale nie odbierał. Po pewnym czasie chyba wyłączył telefon,bo włączała się sekretarka. Byłam przerażona. Oby mu nic nie było.... a może coś powiedziałam nie tak? Może go zraniłam?Nie miałam pojęcia. Bałam się. Przez cały dzień siedziałam w domu,i rozmyślałam. Była niedziela,więc nie musiałam iść do szkoły -uuufff...!
Nadeszła godzina 7:40 P.M. Bałam się coraz bardziej.
-Dwie godziny, o Boże! Nie dam rady!- wykrzyczałam na cały głos. Ruszyłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i wybrałam najpiękniejszą sukienkę jaką miałam. Była to turkusowa sukienka z kremową koronką na dole. Do tego założyłam srebrny naszyjnik z literką "M" i włosy spięłam w zgrabny kok.
-Jak na randkę. Co tam! - pomyślałam. Chciałam wyglądać pięknie,ponieważ ON zawsze wyglądał cudownie,a ja jakbym odstawała od jego wyglądu. Nie chciałam tego,ale w pewnym stopniu zaufałam intuicji i zmieniłam strój. Żeby czasem nie zauważył,że go kocham....tak jakby.... Uważałby mnie za pustą lalkę. Chyba. Nie wiem! Byłam zbyt roztargniona w tamtych momentach. Założyłam więc koronkową spódniczkę, sportową,białą bluzkę z napisem "Queen" i tenisówki.
- Kurde! 9:30P.M! Nie zdążę! - wywrzeszczałam. Wzięłam do ręki klucze i wybiegłam z domu. Nie wzięłam ani bluzy,ani kurtki,telefonu też nie. Kompletnie nic. Klucze włożyłam pod wycieraczkę i pobiegłam w stronę parku. Na szczęście zajęło mi to wszystko ok 7min. W parku zwolniłam. Zaczęłam spokojnie iść w stronę dębu. Nie chciałam tym razem,żeby Harry widział mnie całą czerwoną i spoconą. FUJ! Doszłam do ławki i usiadłam na niej. Było mi ciepło,to pewnie od tego sprintu. Ale nie byłam spocona,na szczęście. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i zakrył mi oczy dłońmi.
-Zgadnij kto... - usłyszałam piękny,aksamitny głos. No któż by inny!
-Harry!- Wstałam i rzuciłam mu się na szyję. On przytulił mnie mocno i zaproponował,abyśmy usiedli na ławce. Przytaknęłam i usiadłam obok niego. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie. Nasze kolana się stykały,ponieważ siedzieliśmy bokiem.
-Wyglądasz....wyglądasz....-nie mógł się wysłowić-cudownie!-zamurowało mnie.
-Żartujesz,tak? - zapytałam. On spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nie,no skąd! Twoje nogi są bardzo zgrabne w tej spódniczce, Co ja gadam! Zawsze są zgrabne - uśmiechnął się do mnie. OH! Kocham jego uśmiech.I to spojrzenie! KOCHAM GO! Ale spokojnie,nie może się po mnie poznać. Luzik....spokojnie....
-Dziękuję....-zarumieniłam się jednocześnie spuszczając głowę. On palcem chwycił mnie lekko za brodę i podniósł mój łepek w górę.
-Słuchaj....poprosiłem cię,żebyś tu przyszła,bo..... -wyglądał na zawstydzonego. Moje serce biło coraz szybciej.-W ogóle bałem się,że nie zauważysz karteczki,ale jednak jesteś. Bardzo się cieszę.- spojrzał na mnie zza swoich cudownych,kasztanowych loków.
-Tak,proszę powiedz co się stało. Coś ważnego? Błagam,mów.- zachęciłam go do dokończenia.Miałam wrażenie,że moje serce zaraz wybuchnie,nie mogłam się uspokoić,a ono biło jak szalone.
-Dobrze,więc.... nie,lepiej nie. Nie potrzebnie cię tu zaciągnąłem.- był bardzo zawstydzony. Bał się. Tylko....czego?
-Harry,błagam cię! Dla ciebie mam pełno czasu - zaśmiałam się po cichu. Harry się uśmiechnął.
-Ok...przepraszam. No bo.... kurde! Nie wiem jak to powiedzieć, ja..pierwszy raz tak....
-Słucham,mów. Nie bój się,ja nie gryzę!-podniosłam jego głowę,gładząc jego piękne loczki. Nie mogłam się powstrzymać. Teraz pewnie gdzieś w środku się śmieje i myśli,że jestem idiotką...że...się w nim zakochałam. Ale on spojrzał mi w oczy i wyszeptał:
-K....kocham cię.-Zamarłam. Moja ręce opadły spod jego brody. Łza wypłynęła mimowolnie z mojego oka. Ale to była łza szczęścia. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na niego. Jego zielone oczy drżały.
-Na prawdę? Harry,błagam. Powiedz czy mówisz serio - nie wierzyłam nadal. Moje serce zaczęło stopniowo coraz wolniej bić.
-Na prawdę. Wiem,że znamy się od 3dni. Ale zakochałem się w tobie od pierwszego spojrzenia......od spojrzenia w twoje błękitne oczy. Jesteś piękna,przepraszam. Musiałem. Już nie mogłem dłużej tego w sobie trzymać. Pewnie teraz będziesz się ze mnie śmiać....przepraszam - już chciał wstawać,ale ja chwyciłam go za rękę. Wstałam i spojrzałam mu głęboko w piękne zielone oczka. O Boże,jakie one były wtedy piękne!
-Harry. Ja ciebie też. Kocham cię. Rozumiesz?- uśmiechnął się. Chwycił mnie jedną ręką w talii,a drugą pogłaskał po włosach. Nie wiem kiedy,pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Objęłam go moimi rękoma. Staliśmy tak dłuższą chwilę. Po pocałunku mocno go przytuliłam.
-Wiesz,ja też to w sobie długo trzymałam. Bałam się to wyznać. -wyszeptałam z łzami.Harry odsunął się ode mnie troszeczkę. Ale rękę nadal trzymał na moim biodrze
-Nie płacz-otarł moje łzy-słuchaj,skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy to może tak oficjalnie....-Ukląkł na jedno kolano przede mną,a z kurtki wyciągnął pudełeczko.
-Martyno - powiedział to prawie idealnie. HURA! Jako jedyny z moich znajomych!
-Tak?-cieszyłam się jak dziecko które dostało cukierka
-Przepraszam,że tak bardzo oficjalnie,ale..... Czy zostaniesz moją dziewczyną? -w tym momencie otworzył pudełeczko. W nim był wisiorek. Srebrny wisiorek z zawieszką w kształcie literki "H". Była wysadzana cyrkoniami,była...po prostu cudowna.
-TAK! Oczywiście! -wykrzyczałam i rzuciłam mu się na szyję. Pocałowałam go i objęłam go w szyi. Harry odwzajemnił mój pocałunek bardzo porywczo. Był delikatny i zarazem ostry. Po prostu romantyczny. Wstaliśmy,on zapytał "czy może?". Przytaknęłam i Harry założył mi wisiorek.
-Niech wszyscy widzą,jaką mam wspaniałą dziewczynę!-wykrzyknął. Objął mnie w talii i ruszyliśmy na obchód parku. W pewnym momencie on wskoczył na ławkę. Ludzie zaczęli się gapić,a Harry powiedział:
-To dla ciebie kochana.-i zaczął śpiewać.
"Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.
(.........)
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh.."
Zaczęłam płakać. Ludzie patrzyli na nas,gdy on krążył wokół mnie i śpiewał. Szeptali,byli pod wrażeniem.On podbiegł do mnie i pogłaskał po policzkach.
-Jesteś idealna....-wyszeptał.
-Harry,to było cudowne! - wtuliłam się w jego tors. Może dlatego,że była pod wrażeniem,ą może dlatego,że było mi zimno? Harry chyba poczuł jak zimna jest moja skóra,bo ściągnął kurtkę i mnie okrył. Poszliśmy w stronę naszej dzielnicy. Wybijała północ gdy wychodziliśmy z parku. Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Harry zaproponował,że przyjdzie po mnie rano i razem pójdziemy do szkoły. Zgodziłam się. Przed drzwiami mojego domu namiętnie mnie pocałował i pobiegł do swojego domu. Gdy zamknęłam drzwi na klucz,zdjęłam buty,to zorientowałam się,że mam na sobie jego kurtkę. Wysłałam sms'a do Harrego
"Hej! Zabrałam Twoją kurtkę,przepraszam,zapomniałam. Jutro Ci ją oddam :*" Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.
"Spokojnie,zostaw ją sobie. Mam ich sporo. Dobranoc kochanie xx" Usiadłam na kanapie w salonie,i położyłam obok kurtkę Hazzy. Była cudna. Jeansowa,z czarnymi szwami. Piękna. Postanowiłam,że założę ją jutro do szkoły. Poszłam się ogarnąć,umyć i ułożyłam się w łóżku. Długo nie mogłam zasnąć,bo myślałam o Harrym,o dzisiejszym wieczorze. Już nie mogłam się doczekać jutra. Tak strasznie kochałam Harrego. On mnie też kochał,nareszcie to wiedziałam. Byłam szczęśliwa. BARDZO szczęśliwa. Zasnęłam bardzo późno,ok 3:30 A.M,ale to nic. Dzień będzie piękny,bo spędzony z moim chłopakiem. No i co z tego,że poniedziałek? Że szkoła? Mam Harrego,i to się liczy!
Martyna masz bardzo duży dar do pisania *.* A co do imagina, cudowny xxx <3 /Styles'owa
OdpowiedzUsuń