Choroba powoli ustępowała. Mogłam już wstać z łóżka,ale nadal nie mogłam wyjść na dwór i przyjmowałam leki. FUJ! Harry codziennie rano przynosił mi do łóżka śniadanie. Codziennie coś innego. Pierwszego dnia racuchy,drugiego grzanki,trzeciego owsianka etc. Wszystko było wyśmienite. Codziennie chodził na mini zakupy do pobliskiego sklepu i robił przepyszne obiadki. Gdybym siedziała tu sama,z pewnością nie połykałabym tabletek,nic nie jadła (a jak już to chińskie zupki) i pewnie umarłabym z głodu i wycieńczenia.
Harry jest moim szczęściem. Nie chodził do szkoły przez prawie cały tydzień,żeby móc siedzieć ze mną. Jest wielkim skarbem i błogosławieństwem. Bardzo go kocham,on mnie też.
-Kochanie,czas na syropek!- zawołał Harry z kuchni. Zaśmiałam się po cichu. Brzmiał jak moja mama!
-Znowu ten niedobry ? -wychyliłam się zza rogu i mówiłam dziecięcym głosem.
-Córuś,wiesz że inaczej nie wyzdrowiejesz! No już! Leci samolocik! - Zachichotał Hazza.Wzięłam łyżkę do buzi,skrzywiłam się i oparłam o blat. Harry szykował obiad. Pachniało przepysznie. I znajomo.... ale nie mogłam skojarzyć tego zapachu. Bardzo dawno go nie czułam..ostatnio chyba w Polsce.
-Harry,co to będzie? - zapytałam onieśmielona zapachem jedzenia.
-Curry z kurczakiem i ryżem. - Odparł z uśmieszkiem który zwalał z nóg. OMFG! Moje ukochane danie z dzieciństwa! Chyba znalazł zeszyt z przepisami mojej mamy który mi wręczyła gdy wyjeżdżałam... SUPER!
Zaczęłam nakrywać do stołu. Nagle podbiegł do mnie Harry,przytulił pnie od tyłu,ręce oplótł wokół mojej talii i odsunął mnie od stołu.
-Nie,nie. Jesteś chora! Idź usiądź na kanapie,a ja wszystkim się zajmę - i zaprowadził mnie do salonu.
-Ale misiu! Już mogę chodzić,nie jestem już tak bardzo chora! - zakasłałam i uśmiechnęłam się do Harry'ego. Pokiwał przecząco głową i pomaszerował dzielnie do kuchni. Nakrył pięknie do stołu i zawołał mnie do stołu. Zasiadłam przy moim talerzu. Nad misami z ryżem i sosem z kurczakiem unosił się piękny zapach. Harry przyniósł z kuchni ostatnią miskę z sałatką z sałaty,rzodkiewki,szczypiorku i ogórka oraz z sosem czosnkowym. Wiedział,że nie lubię pomidorów w sałatkach. Nałożył mi wszystkiego po trochę na talerz i zasiadł na swoim miejscu.
-Enjoy Your Meal! - zawołał radośnie. Podziękowałam i zaczęłam jeść. To było przepyszne! Dokładnie tak jak w domu,a nawet lepiej! Wiedziałam że Harry cudownie gotuje,ale to było niesamowite!
-Kotku,przeszedłeś samego siebie! To jest cudowne! Niebo w gębie! Kocham Cie - spojrzałam na mojego ukochanego,a on był cały zarumieniony i uśmiechał się na całą szerokość twarzy. Myślę,że gdyby nie uszy to śmiałby się dookoła głowy :). Podziękował i jedliśmy dalej. Ja nie mogłam wyjść z zachwytu. Zjadłam chyba z 3 dokładki. Nigdy tyle nie zjadłam... Posprzątaliśmy razem ze stołu,Harry oczywiście upierał się że jestem chora i nie powinnam się przemęczać ale wygrałam. Usiedliśmy razem na kanapie,przytuliłam się do niego i zaczęłam wspominać czasy gdy mieszkałam tu samotnie,i nie miałam bratniej duszy. Moje życie było szare,nic nie warte. A teraz miała osobę przy której chcę iść przez życie. To było wspaniałe uczucie,gdy coraz bardziej przytulałam się do Harrego. On objął mnie swoim silnym ramieniem i zapytał co się dzieje. Czy nie jest mi czasem zimno? Odpowiedziałam,że nie. Tylko boję się że to jest sen i że On zaraz zniknie. Dlatego tak mocno go przytulam. Wtedy Harry mnie pocałował i zapytał:
-Nadal uważasz,że to sen?- pokiwałam głową przytakując. Harry pocałował mnie jeszcze raz i posadził mnie na swoich kolanach. Byłam pewna,że to nie sen. Nawet sny nie są tak cudowne. To jednak życie,prawdziwe życie w którym dzieją się cuda takie jak ten. Byłam szczęśliwa. Radość i miłość rozsadzały mnie od środka. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Piękne,cudowne uczucie. Tak bardzo chciałam,żeby nigdy nie minęło. Ale nadal się obawiałam...