Obudziłam się rano na kanapie,przytulona do kurtki Harrego. Nadal czułam na niej jego cudny zapach. Spojrzałam na zegarek,a na nim widniała godzina 7:30 A.M.
-O nie! Lekcje zaczynają mi się o 8:20 A.M ,a ma jeszcze przyjść Harry!- wykrzyknęłam,ale nie mogłam się "wydrzeć",ponieważ po wczorajszym spacerku w parku boli mnie gardło. Pobiegłam do góry,w pierwszej kolejności do łazienki. Ogarnięta popędziłam do szafy. Założyłam luźną bluzkę z flagą Wielkiej Brytanii,ciemne jeansy i do tego buty z ćwiekami. Wyglądałam rockowo,bo do tego założyłam za dużą kurtkę Harrego. Miałam nadzieję,że mu się spodoba. Potuptałam do łazienki i włączyłam lokówkę. Wiedziałam,że loki za długo się nie utrzymają,ale chociaż kilka godzin będę wyglądać ładnie. Nie pomalowałam się,ponieważ uważam że piękno naturalne jest lepsze. A jeśli Harry nigdy nie widział mnie w make-up'ie,to znaczy że ładnie wyglądam bez niego.
Gdy poszłam na dół zjeść śniadanie,na zegarze była godzina 7:58 A.M. Ruszyłam w stronę kuchni i jedyne co zdążyłam zrobić to wyciągnąć mleko z lodówki-zadzwonił dzwonek u drzwi. Otworzyłam je,a tam stał mój ukochany z bukiecikiem kolorowych róż .
-Oto piękne kwiaty,dla jeszcze piękniejszej dziewczyny.- uśmiechał się szarmancko Harry. Wręczył mi kwiaty po czym mnie pocałował. Zaprowadziłam go do kuchni i razem zjedliśmy płatki z mlekiem. Na zegarze była już 8:10 A.M,więc bez sprzątania po jedzeniu ubraliśmy się i wyszliśmy z domu.
-Wyglądasz dziś świetnie. Lubię rockowy styl u dziewczyn,ale bez przesady. Ty jest idealna. Zawsze jesteś idealna!- Harry obejrzał mnie od góry do dołu.
-Oh,Harry. Sam wiesz,że idealne dziewczyny nie istnieją. Ty głuptasku !- zaśmiałam się,ale od zakrył mi usta palcem
-Nie wiedziałem że istnieją. Dopóki nie spotkałem ciebie- odrzekł patrząc mi w oczy,po czym mnie pocałował. Po pocałunku,który był tak jak ostanie, cudowny,ruszyliśmy w stronę szkoły. Było już bardzo późno. Weszliśmy do szkoły równo z dzwonkiem. Pierwszą lekcję mieliśmy wspólnie- Fizykę. Lubiłam ten przedmiot. Harry nie koniecznie,on wolał muzykę. Pobiegliśmy do klasy. Na szczęście nauczyciela jeszcze w niej nie było. Harry szybko chwycił mnie za rękę i wkroczyliśmy do klasy. Wszystkie dziewczyny zaczęły wzdychać i piszczeć. Ale gdy tylko zobaczyły,że trzymamy się za ręce,wszystkie ucichły. Słyszałam ich szepty,gdy mówiły że jestem szma*ą,kur*ą etc. Było mi bardzo przykro,łzy zaczęły mi napływać do oczu. Harry to zauważył i krzyknął:
-Hej! Dziewczyny! Kto to powiedział o mojej dziewczynie?! Dalej,przyznawać się! - był bardzo zbulwersowany. Jedna dziewczyna wstała i się przyznała. Harry podszedł do niej,zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Była dość puszysta,niska,miała wielkie okulary,włosy w nieładzie i za małą bluzkę. Hazza ze śmiechem jej wygarnął :
-Wiesz,tak patrząc na ciebie to myślę,że po prostu zazdrościsz Martynie urody,lub tego,że się kochamy. Trudno,twoja sprawa. Nas to nie interesuje. Ale siedź cicho. Dziękuję. - i odszedł pełen dumy. Wyciągnął w moją stronę rękę,objął mnie w talii i pocałował. W tym momencie do klasy wkroczył nauczyciel,pan Worslehn. Pochodził z Niemiec. Często śmialiśmy się z niego,ponieważ próbował mówić z angielskim akcentem,ale mu to nie wychodziło. Ja też do końca nie mam angielskiego akcentu,ale nic na siłę! Lekcja minęła dość szybko. Wyszliśmy z klasy i od razu wszystkie dziewczyny mnie zaatakowały. Jak dotąd nigdy nie byłam zbyt popularna,więc to mnie zdziwiło. No ale czar prysł,gdy usłyszałam ich pierwsze zdanie :
-Cześć,ty chodzisz z tym przystojniakiem Harrym,co nie?! - zamurowało mnie. Nic nie odpowiedziałam,bo za moją rękę pociągnął jakiś chłopak,nie widziałam jego twarzy spoza tych wytapetowanych szkaradnych dziewczyn. Za bardzo się nie zdziwiłam,że z ich podłych macek wyrwał mnie mój najwspanialszy na świecie chłopak-Harry. Pocałował mnie i odprowadził pod salę lekcyjną. Ja miałam mieć angielski,a Harry swoją ulubioną muzykę. Ja najbardziej ze wszystkich przedmiotów lubiłam angielski. Nie wiem dlaczego. Po prstu uwielbiałam chodzić na tę lekcję. Ale na tej akurat nie mogłam się skupić. Cały czas myślałam o Harrym i o tym,czy będziemy dzisiaj razem po południu. Myślałam o tym,żebyśmy byli jak najdłużej razem,abyśmy się zawsze kochali i wspierali. I nagle zadzwonił dzwonek.
-To niemożliwe!- pomyślałam - Jak lekcja mogła minąć tak szybko? Dopiero co się zaczęła! - wyszłam zamyślona z sali,a pod drzwiami stał już oparty o ścianę Harry.
-No cześć kochanie,jak minęła lekcja? Bo ja cały czas myślałem o Tobie,o nas - jego oczy były nieziemsko piękne gdy o tym mówił.
-Żartujesz. Ja też myślałam o tobie,o naszym związku..... wiesz? Kocham Cie! - wykrzyczałam i przytuliłam mojego ukochanego. Zachowywaliśmy się zupełnie jak świeżo upieczona para. Wszędzie chodziliśmy razem. Lubiłam to. Lecz nienawidziłam tego,gdy chamskie dziewczyny patrzyły się na nas na korytarzach i mnie wyklinały. Często słyszałam
-" Taki jaszczur,a ma takie ciacho za chłopaka? To nie fair!"
To bardzo mnie smuciło,ale Harry cały czas mnie wspierał i mówił,że jestem piękna i on na mnie nie zasługuje. Wiedziałam,że mówi tak tylko dlatego,żeby nie było mi przykro....ale i tak to było słodkie. Dzięki niemu moje życie było bardziej kolorowe... zapełnione radością i miłością. Po dość długim dniu szkoły poszliśmy do domu. Do mojego domu. Od razu po lekcjach Harry zaproponował że do mnie wpadnie. Nie miałam nic przeciwko. Weszliśmy do domu,a on pierwsze co zrobił po zdjęciu butów,to poszedł do kuchni posprzątać po naszym śniadaniu. Chichotałam po cichu,bo to było urocze.Zrobiłam nam ciepłe kakao,bo oboje je lubiliśmy i usiedliśmy na kanapie przed telewizorem. Harry jedną ręką mnie objął,a drugą trzymał kubek z kakao.
-Hej,a co ty na to misiu,że przyniosę tutaj popcorn i płytę z horrorem? Ostatnio wypożyczyłem,podobno świetny.- zapytał się Harry. Nie przepadam za horrorami,są dla mnie zbyt straszne. Ale w jego objęciach niczego się nie boję. Przytaknęłam,a on pobiegł do domu. Wrócił po 5 minutach z 2paczkami popcornu,filmem i pudełkiem czekoladek orzechowych. Zrobiliśmy popcorn,pozasłanialiśmy okna i rozsiedliśmy się przed telewizorem. Harry włożył płytę do odtwarzacza DVD i zaczęło się. Już sama muzyka na wstępie była straszna. Ale nie dałam tego po sobie poznać,że się boję. Po kilku minutach filmu Harry spojrzał na mnie i zapytał
-Nie boisz się?
-Nie,skądże.... - wydukałam
-Hm...bo twoje piękne oczy mówią co innego. Chodź tu... - przysunął mnie do siebie,przytulił i oglądaliśmy dalej. Gdy tylko się bałam,mogłam wtulić się w umięśniony tors Harrego i wszystkie strachy znikały. On był moim bohaterem i obrońcą,przy nim wiedziałam,że nic mi się nie może stać. Gdy film się skończył,Harry widział,że jestem trochę przerażona. Uznał,że nie może mnie zostawić samej na noc w pustym domu. Umarłabym ze strachu,a on nie chciał tego za żadne skarby. Zaczął szykować sobie poduszkę na kanapie,a ja powiedziałam mu,że tutaj nie będziemy spać. Spojrzał na mnie pytająco. Zaprowadziłam go do góry,do mojego pokoju. Spałam tam codziennie sama,na wielkim,dwuosobowym łóżku. Harry się uśmiechnął i usiadł na łóżku. Przyszykowaliśmy się do spania. Już gotowi ułożyliśmy się pod kołdrą,ja przytuliłam się do mojego ukochanego i zaczęłam rozmyślać,co by było,gdybyśmy się nie spotkali. Moje życie nadal byłoby puste i nudne. Harry objął mnie swoim silnym ramieniem. Wiedziałam,że teraz mogę spokojnie zasnąć. Już niczego się nie bałam,bo był przy mnie ON. Mój najlepszy,najwspanialszy bohater.
xxx
Translate
wtorek, 12 lutego 2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
ODCINEK 3
Obudziłam się ok 8:30 A.M .
-Rodzice pewnie już od dawna na nogach,w Polsce jest ok. 9:30,a ja sobie pospałam- pomyślałam,po czym ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się,bo rano wyglądam jak trup. Poszłam na dół i poczułam jakby dziwny ucisk w kieszeni jeansów. Coś tam miałam. Włożyłam rękę do kieszeni i wymacałam w niej karteczkę. Od Harrego. " Spotkajmy się o 9:40 P.M na ławce w parku,pod wielkim dębem. Harry. x" Jednocześnie byłam szczęśliwa i zaniepokojona. O co mogło chodzić? Znaliśmy się od paru dni,a już traktowałam go jak kogoś bardzo bliskiego. Miałam nadzieję,że on też się ze mną zżył.... może chce powiedzieć,że mnie nie lubi? Że nie chce mnie znać,urwać kontakt? A może się przeprowadza? Nie mogłam przestać o tym myśleć. Zadzwoniłam do niego,ale nie odbierał. Po pewnym czasie chyba wyłączył telefon,bo włączała się sekretarka. Byłam przerażona. Oby mu nic nie było.... a może coś powiedziałam nie tak? Może go zraniłam?Nie miałam pojęcia. Bałam się. Przez cały dzień siedziałam w domu,i rozmyślałam. Była niedziela,więc nie musiałam iść do szkoły -uuufff...!
Nadeszła godzina 7:40 P.M. Bałam się coraz bardziej.
-Dwie godziny, o Boże! Nie dam rady!- wykrzyczałam na cały głos. Ruszyłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i wybrałam najpiękniejszą sukienkę jaką miałam. Była to turkusowa sukienka z kremową koronką na dole. Do tego założyłam srebrny naszyjnik z literką "M" i włosy spięłam w zgrabny kok.
-Jak na randkę. Co tam! - pomyślałam. Chciałam wyglądać pięknie,ponieważ ON zawsze wyglądał cudownie,a ja jakbym odstawała od jego wyglądu. Nie chciałam tego,ale w pewnym stopniu zaufałam intuicji i zmieniłam strój. Żeby czasem nie zauważył,że go kocham....tak jakby.... Uważałby mnie za pustą lalkę. Chyba. Nie wiem! Byłam zbyt roztargniona w tamtych momentach. Założyłam więc koronkową spódniczkę, sportową,białą bluzkę z napisem "Queen" i tenisówki.
- Kurde! 9:30P.M! Nie zdążę! - wywrzeszczałam. Wzięłam do ręki klucze i wybiegłam z domu. Nie wzięłam ani bluzy,ani kurtki,telefonu też nie. Kompletnie nic. Klucze włożyłam pod wycieraczkę i pobiegłam w stronę parku. Na szczęście zajęło mi to wszystko ok 7min. W parku zwolniłam. Zaczęłam spokojnie iść w stronę dębu. Nie chciałam tym razem,żeby Harry widział mnie całą czerwoną i spoconą. FUJ! Doszłam do ławki i usiadłam na niej. Było mi ciepło,to pewnie od tego sprintu. Ale nie byłam spocona,na szczęście. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i zakrył mi oczy dłońmi.
-Zgadnij kto... - usłyszałam piękny,aksamitny głos. No któż by inny!
-Harry!- Wstałam i rzuciłam mu się na szyję. On przytulił mnie mocno i zaproponował,abyśmy usiedli na ławce. Przytaknęłam i usiadłam obok niego. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie. Nasze kolana się stykały,ponieważ siedzieliśmy bokiem.
-Wyglądasz....wyglądasz....-nie mógł się wysłowić-cudownie!-zamurowało mnie.
-Żartujesz,tak? - zapytałam. On spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nie,no skąd! Twoje nogi są bardzo zgrabne w tej spódniczce, Co ja gadam! Zawsze są zgrabne - uśmiechnął się do mnie. OH! Kocham jego uśmiech.I to spojrzenie! KOCHAM GO! Ale spokojnie,nie może się po mnie poznać. Luzik....spokojnie....
-Dziękuję....-zarumieniłam się jednocześnie spuszczając głowę. On palcem chwycił mnie lekko za brodę i podniósł mój łepek w górę.
-Słuchaj....poprosiłem cię,żebyś tu przyszła,bo..... -wyglądał na zawstydzonego. Moje serce biło coraz szybciej.-W ogóle bałem się,że nie zauważysz karteczki,ale jednak jesteś. Bardzo się cieszę.- spojrzał na mnie zza swoich cudownych,kasztanowych loków.
-Tak,proszę powiedz co się stało. Coś ważnego? Błagam,mów.- zachęciłam go do dokończenia.Miałam wrażenie,że moje serce zaraz wybuchnie,nie mogłam się uspokoić,a ono biło jak szalone.
-Dobrze,więc.... nie,lepiej nie. Nie potrzebnie cię tu zaciągnąłem.- był bardzo zawstydzony. Bał się. Tylko....czego?
-Harry,błagam cię! Dla ciebie mam pełno czasu - zaśmiałam się po cichu. Harry się uśmiechnął.
-Ok...przepraszam. No bo.... kurde! Nie wiem jak to powiedzieć, ja..pierwszy raz tak....
-Słucham,mów. Nie bój się,ja nie gryzę!-podniosłam jego głowę,gładząc jego piękne loczki. Nie mogłam się powstrzymać. Teraz pewnie gdzieś w środku się śmieje i myśli,że jestem idiotką...że...się w nim zakochałam. Ale on spojrzał mi w oczy i wyszeptał:
-K....kocham cię.-Zamarłam. Moja ręce opadły spod jego brody. Łza wypłynęła mimowolnie z mojego oka. Ale to była łza szczęścia. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na niego. Jego zielone oczy drżały.
-Na prawdę? Harry,błagam. Powiedz czy mówisz serio - nie wierzyłam nadal. Moje serce zaczęło stopniowo coraz wolniej bić.
-Na prawdę. Wiem,że znamy się od 3dni. Ale zakochałem się w tobie od pierwszego spojrzenia......od spojrzenia w twoje błękitne oczy. Jesteś piękna,przepraszam. Musiałem. Już nie mogłem dłużej tego w sobie trzymać. Pewnie teraz będziesz się ze mnie śmiać....przepraszam - już chciał wstawać,ale ja chwyciłam go za rękę. Wstałam i spojrzałam mu głęboko w piękne zielone oczka. O Boże,jakie one były wtedy piękne!
-Harry. Ja ciebie też. Kocham cię. Rozumiesz?- uśmiechnął się. Chwycił mnie jedną ręką w talii,a drugą pogłaskał po włosach. Nie wiem kiedy,pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Objęłam go moimi rękoma. Staliśmy tak dłuższą chwilę. Po pocałunku mocno go przytuliłam.
-Wiesz,ja też to w sobie długo trzymałam. Bałam się to wyznać. -wyszeptałam z łzami.Harry odsunął się ode mnie troszeczkę. Ale rękę nadal trzymał na moim biodrze
-Nie płacz-otarł moje łzy-słuchaj,skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy to może tak oficjalnie....-Ukląkł na jedno kolano przede mną,a z kurtki wyciągnął pudełeczko.
-Martyno - powiedział to prawie idealnie. HURA! Jako jedyny z moich znajomych!
-Tak?-cieszyłam się jak dziecko które dostało cukierka
-Przepraszam,że tak bardzo oficjalnie,ale..... Czy zostaniesz moją dziewczyną? -w tym momencie otworzył pudełeczko. W nim był wisiorek. Srebrny wisiorek z zawieszką w kształcie literki "H". Była wysadzana cyrkoniami,była...po prostu cudowna.
-TAK! Oczywiście! -wykrzyczałam i rzuciłam mu się na szyję. Pocałowałam go i objęłam go w szyi. Harry odwzajemnił mój pocałunek bardzo porywczo. Był delikatny i zarazem ostry. Po prostu romantyczny. Wstaliśmy,on zapytał "czy może?". Przytaknęłam i Harry założył mi wisiorek.
-Niech wszyscy widzą,jaką mam wspaniałą dziewczynę!-wykrzyknął. Objął mnie w talii i ruszyliśmy na obchód parku. W pewnym momencie on wskoczył na ławkę. Ludzie zaczęli się gapić,a Harry powiedział:
-To dla ciebie kochana.-i zaczął śpiewać.
"Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.
(.........)
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh.."
Zaczęłam płakać. Ludzie patrzyli na nas,gdy on krążył wokół mnie i śpiewał. Szeptali,byli pod wrażeniem.On podbiegł do mnie i pogłaskał po policzkach.
-Jesteś idealna....-wyszeptał.
-Harry,to było cudowne! - wtuliłam się w jego tors. Może dlatego,że była pod wrażeniem,ą może dlatego,że było mi zimno? Harry chyba poczuł jak zimna jest moja skóra,bo ściągnął kurtkę i mnie okrył. Poszliśmy w stronę naszej dzielnicy. Wybijała północ gdy wychodziliśmy z parku. Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Harry zaproponował,że przyjdzie po mnie rano i razem pójdziemy do szkoły. Zgodziłam się. Przed drzwiami mojego domu namiętnie mnie pocałował i pobiegł do swojego domu. Gdy zamknęłam drzwi na klucz,zdjęłam buty,to zorientowałam się,że mam na sobie jego kurtkę. Wysłałam sms'a do Harrego
"Hej! Zabrałam Twoją kurtkę,przepraszam,zapomniałam. Jutro Ci ją oddam :*" Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.
"Spokojnie,zostaw ją sobie. Mam ich sporo. Dobranoc kochanie xx" Usiadłam na kanapie w salonie,i położyłam obok kurtkę Hazzy. Była cudna. Jeansowa,z czarnymi szwami. Piękna. Postanowiłam,że założę ją jutro do szkoły. Poszłam się ogarnąć,umyć i ułożyłam się w łóżku. Długo nie mogłam zasnąć,bo myślałam o Harrym,o dzisiejszym wieczorze. Już nie mogłam się doczekać jutra. Tak strasznie kochałam Harrego. On mnie też kochał,nareszcie to wiedziałam. Byłam szczęśliwa. BARDZO szczęśliwa. Zasnęłam bardzo późno,ok 3:30 A.M,ale to nic. Dzień będzie piękny,bo spędzony z moim chłopakiem. No i co z tego,że poniedziałek? Że szkoła? Mam Harrego,i to się liczy!
-Rodzice pewnie już od dawna na nogach,w Polsce jest ok. 9:30,a ja sobie pospałam- pomyślałam,po czym ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się,bo rano wyglądam jak trup. Poszłam na dół i poczułam jakby dziwny ucisk w kieszeni jeansów. Coś tam miałam. Włożyłam rękę do kieszeni i wymacałam w niej karteczkę. Od Harrego. " Spotkajmy się o 9:40 P.M na ławce w parku,pod wielkim dębem. Harry. x" Jednocześnie byłam szczęśliwa i zaniepokojona. O co mogło chodzić? Znaliśmy się od paru dni,a już traktowałam go jak kogoś bardzo bliskiego. Miałam nadzieję,że on też się ze mną zżył.... może chce powiedzieć,że mnie nie lubi? Że nie chce mnie znać,urwać kontakt? A może się przeprowadza? Nie mogłam przestać o tym myśleć. Zadzwoniłam do niego,ale nie odbierał. Po pewnym czasie chyba wyłączył telefon,bo włączała się sekretarka. Byłam przerażona. Oby mu nic nie było.... a może coś powiedziałam nie tak? Może go zraniłam?Nie miałam pojęcia. Bałam się. Przez cały dzień siedziałam w domu,i rozmyślałam. Była niedziela,więc nie musiałam iść do szkoły -uuufff...!
Nadeszła godzina 7:40 P.M. Bałam się coraz bardziej.
-Dwie godziny, o Boże! Nie dam rady!- wykrzyczałam na cały głos. Ruszyłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i wybrałam najpiękniejszą sukienkę jaką miałam. Była to turkusowa sukienka z kremową koronką na dole. Do tego założyłam srebrny naszyjnik z literką "M" i włosy spięłam w zgrabny kok.
-Jak na randkę. Co tam! - pomyślałam. Chciałam wyglądać pięknie,ponieważ ON zawsze wyglądał cudownie,a ja jakbym odstawała od jego wyglądu. Nie chciałam tego,ale w pewnym stopniu zaufałam intuicji i zmieniłam strój. Żeby czasem nie zauważył,że go kocham....tak jakby.... Uważałby mnie za pustą lalkę. Chyba. Nie wiem! Byłam zbyt roztargniona w tamtych momentach. Założyłam więc koronkową spódniczkę, sportową,białą bluzkę z napisem "Queen" i tenisówki.
- Kurde! 9:30P.M! Nie zdążę! - wywrzeszczałam. Wzięłam do ręki klucze i wybiegłam z domu. Nie wzięłam ani bluzy,ani kurtki,telefonu też nie. Kompletnie nic. Klucze włożyłam pod wycieraczkę i pobiegłam w stronę parku. Na szczęście zajęło mi to wszystko ok 7min. W parku zwolniłam. Zaczęłam spokojnie iść w stronę dębu. Nie chciałam tym razem,żeby Harry widział mnie całą czerwoną i spoconą. FUJ! Doszłam do ławki i usiadłam na niej. Było mi ciepło,to pewnie od tego sprintu. Ale nie byłam spocona,na szczęście. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu i zakrył mi oczy dłońmi.
-Zgadnij kto... - usłyszałam piękny,aksamitny głos. No któż by inny!
-Harry!- Wstałam i rzuciłam mu się na szyję. On przytulił mnie mocno i zaproponował,abyśmy usiedli na ławce. Przytaknęłam i usiadłam obok niego. Siedzieliśmy bardzo blisko siebie. Nasze kolana się stykały,ponieważ siedzieliśmy bokiem.
-Wyglądasz....wyglądasz....-nie mógł się wysłowić-cudownie!-zamurowało mnie.
-Żartujesz,tak? - zapytałam. On spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nie,no skąd! Twoje nogi są bardzo zgrabne w tej spódniczce, Co ja gadam! Zawsze są zgrabne - uśmiechnął się do mnie. OH! Kocham jego uśmiech.I to spojrzenie! KOCHAM GO! Ale spokojnie,nie może się po mnie poznać. Luzik....spokojnie....
-Dziękuję....-zarumieniłam się jednocześnie spuszczając głowę. On palcem chwycił mnie lekko za brodę i podniósł mój łepek w górę.
-Słuchaj....poprosiłem cię,żebyś tu przyszła,bo..... -wyglądał na zawstydzonego. Moje serce biło coraz szybciej.-W ogóle bałem się,że nie zauważysz karteczki,ale jednak jesteś. Bardzo się cieszę.- spojrzał na mnie zza swoich cudownych,kasztanowych loków.
-Tak,proszę powiedz co się stało. Coś ważnego? Błagam,mów.- zachęciłam go do dokończenia.Miałam wrażenie,że moje serce zaraz wybuchnie,nie mogłam się uspokoić,a ono biło jak szalone.
-Dobrze,więc.... nie,lepiej nie. Nie potrzebnie cię tu zaciągnąłem.- był bardzo zawstydzony. Bał się. Tylko....czego?
-Harry,błagam cię! Dla ciebie mam pełno czasu - zaśmiałam się po cichu. Harry się uśmiechnął.
-Ok...przepraszam. No bo.... kurde! Nie wiem jak to powiedzieć, ja..pierwszy raz tak....
-Słucham,mów. Nie bój się,ja nie gryzę!-podniosłam jego głowę,gładząc jego piękne loczki. Nie mogłam się powstrzymać. Teraz pewnie gdzieś w środku się śmieje i myśli,że jestem idiotką...że...się w nim zakochałam. Ale on spojrzał mi w oczy i wyszeptał:
-K....kocham cię.-Zamarłam. Moja ręce opadły spod jego brody. Łza wypłynęła mimowolnie z mojego oka. Ale to była łza szczęścia. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na niego. Jego zielone oczy drżały.
-Na prawdę? Harry,błagam. Powiedz czy mówisz serio - nie wierzyłam nadal. Moje serce zaczęło stopniowo coraz wolniej bić.
-Na prawdę. Wiem,że znamy się od 3dni. Ale zakochałem się w tobie od pierwszego spojrzenia......od spojrzenia w twoje błękitne oczy. Jesteś piękna,przepraszam. Musiałem. Już nie mogłem dłużej tego w sobie trzymać. Pewnie teraz będziesz się ze mnie śmiać....przepraszam - już chciał wstawać,ale ja chwyciłam go za rękę. Wstałam i spojrzałam mu głęboko w piękne zielone oczka. O Boże,jakie one były wtedy piękne!
-Harry. Ja ciebie też. Kocham cię. Rozumiesz?- uśmiechnął się. Chwycił mnie jedną ręką w talii,a drugą pogłaskał po włosach. Nie wiem kiedy,pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Objęłam go moimi rękoma. Staliśmy tak dłuższą chwilę. Po pocałunku mocno go przytuliłam.
-Wiesz,ja też to w sobie długo trzymałam. Bałam się to wyznać. -wyszeptałam z łzami.Harry odsunął się ode mnie troszeczkę. Ale rękę nadal trzymał na moim biodrze
-Nie płacz-otarł moje łzy-słuchaj,skoro już wszystko sobie wyjaśniliśmy to może tak oficjalnie....-Ukląkł na jedno kolano przede mną,a z kurtki wyciągnął pudełeczko.
-Martyno - powiedział to prawie idealnie. HURA! Jako jedyny z moich znajomych!
-Tak?-cieszyłam się jak dziecko które dostało cukierka
-Przepraszam,że tak bardzo oficjalnie,ale..... Czy zostaniesz moją dziewczyną? -w tym momencie otworzył pudełeczko. W nim był wisiorek. Srebrny wisiorek z zawieszką w kształcie literki "H". Była wysadzana cyrkoniami,była...po prostu cudowna.
-TAK! Oczywiście! -wykrzyczałam i rzuciłam mu się na szyję. Pocałowałam go i objęłam go w szyi. Harry odwzajemnił mój pocałunek bardzo porywczo. Był delikatny i zarazem ostry. Po prostu romantyczny. Wstaliśmy,on zapytał "czy może?". Przytaknęłam i Harry założył mi wisiorek.
-Niech wszyscy widzą,jaką mam wspaniałą dziewczynę!-wykrzyknął. Objął mnie w talii i ruszyliśmy na obchód parku. W pewnym momencie on wskoczył na ławkę. Ludzie zaczęli się gapić,a Harry powiedział:
-To dla ciebie kochana.-i zaczął śpiewać.
"Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.
(.........)
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh.."
Zaczęłam płakać. Ludzie patrzyli na nas,gdy on krążył wokół mnie i śpiewał. Szeptali,byli pod wrażeniem.On podbiegł do mnie i pogłaskał po policzkach.
-Jesteś idealna....-wyszeptał.
-Harry,to było cudowne! - wtuliłam się w jego tors. Może dlatego,że była pod wrażeniem,ą może dlatego,że było mi zimno? Harry chyba poczuł jak zimna jest moja skóra,bo ściągnął kurtkę i mnie okrył. Poszliśmy w stronę naszej dzielnicy. Wybijała północ gdy wychodziliśmy z parku. Szliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Harry zaproponował,że przyjdzie po mnie rano i razem pójdziemy do szkoły. Zgodziłam się. Przed drzwiami mojego domu namiętnie mnie pocałował i pobiegł do swojego domu. Gdy zamknęłam drzwi na klucz,zdjęłam buty,to zorientowałam się,że mam na sobie jego kurtkę. Wysłałam sms'a do Harrego
"Hej! Zabrałam Twoją kurtkę,przepraszam,zapomniałam. Jutro Ci ją oddam :*" Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.
"Spokojnie,zostaw ją sobie. Mam ich sporo. Dobranoc kochanie xx" Usiadłam na kanapie w salonie,i położyłam obok kurtkę Hazzy. Była cudna. Jeansowa,z czarnymi szwami. Piękna. Postanowiłam,że założę ją jutro do szkoły. Poszłam się ogarnąć,umyć i ułożyłam się w łóżku. Długo nie mogłam zasnąć,bo myślałam o Harrym,o dzisiejszym wieczorze. Już nie mogłam się doczekać jutra. Tak strasznie kochałam Harrego. On mnie też kochał,nareszcie to wiedziałam. Byłam szczęśliwa. BARDZO szczęśliwa. Zasnęłam bardzo późno,ok 3:30 A.M,ale to nic. Dzień będzie piękny,bo spędzony z moim chłopakiem. No i co z tego,że poniedziałek? Że szkoła? Mam Harrego,i to się liczy!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)