Całą noc gawędziłam z moim nowym kolegą - Harrym. Zasnęliśmy bardzo późno,jak już świtało.
Obudził mnie piękny zapach i nucenie. Usiadłam na materacu,przeciągnęłam się i tradycyjnie odetchnęłam.
-Dzień dobry! - usłyszałam wołanie Harrego dobiegające z kuchni. Wstałam i pomaszerowałam do niego. Gdy przeszłam przez próg kuchni,zobaczyłam....to było piękne.
Stół w jadalni był nakryty,tzn. leżały na nim talerze,kubki napełnione sokiem pomarańczowym,sztućce. Świerze pieczywo leżało w koszyczku na środku stołu. Wokół Harry rozstawił pięknie pachnące potrawy (naleśniki,jajecznicę,jajka z bekonem,pudding,owsianki itp). Na moim talerzu leżała piękna,czerwona róża. Hazza patrzył na mnie tak pięknie...podbiegłam do niego i się przytuliłam. Łzy popłynęły mi po policzku.
-Wstałem wcześnie,bo chciałem przygotować śniadanie,nie chciałem korzystać z rzeczy które był w twojej lodówce,więc wybrałem się na poszukiwania składników w mieście. Proszę,siadaj!-Harry poprowadził mnie do krzesła,odsunął je,a następnie sam usiadł na swoim miejscu.
-Smacznego-uśmiechnął się do mnie Harry. Jego uśmiech oraz oczy były tak piękne,że nie mogłam się powstrzymać od odwzajemnienia uśmiechu.
-Smacznego-odpowiedziałam. Zaczęliśmy jeść. Po śniadaniu posprzątaliśmy i poszliśmy do łazienki umyć zęby. Harry poszedł pierwszy,a ja w tym czasie posprzątałam nasze materace. Gdy zszedł na dół wyglądał olśniewająco. Jego bujne loki układały się świetnie,oczy lśniły niczym księżyc w pełni,uśmiech pełen radości....ideał. A ja stałam na środku salonu w piżamie,rozczochrana i zaspana.
-Jestem ochydna-pomyślałam,po czym udałam się do łazienki. Gdy wyszłam,już gotowa,usłyszałam dźwięki gitary i nucenie. Tak jak wieczorem,Harry siedział u mnie w pokoju z gitarą. Gdy weszłam,tym razem nie przestał grać. Usiadłam obok niego i zaczęłam podśpiewywać pod nosem piosenkę graną przez Hazzę. Nagle,niespodziewanie Harry zaprzestał grę. Spojrzał w moją stronę ,w jego oczach malował się zachwyt.
-Umiesz śpiewać!- wykrzyknął uradowany
-Każdy umie śpiewać...lepiej lub gorzej. Ja jestem w tej drugiej grupie-zaśmiałam się. Harry przyjrzał mi się uważnie jeszcze raz.
-Zaśpiewaj coś. Proszę-jego zielona paczadła tym razem były niczym proszące oczy szczeniaczka. I jak tu się im oprzeć ?! Zagrał piosenkę Adele "Set fire to the rain",zaśpiewałam mu kawałek. Nie chciałam śpiewać do końca,ponieważ uważałam,że nie wyciągnę tak wysoko. Harry wstał,wziął mnie za rękę i poszliśmy na dół. Nie wiedziałam co się dzieje. On usiadł na kanapie i poprosił,żebym usiadła obok niego. Usiadłam,po czym spojrzałam się na Hazzę pytająco.On zaś spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział:
-Na początek,powiem ci że masz nieziemski głos - w tym momencie się zarumieniłam,a on ciągnął dalej- i jest sprawa. Ponieważ od jakiegoś czasu myślę nad pójściem na casting do x-Factora. Wiesz...długo,naprawdę długo nad tym myślałem. Ale chciałbym,żeby ktoś mnie wspierał-Zamarłam. Przecież Harry ma świetny głos,a ja przy nim jestem niczym przy mikrofonie!
-O nie,nie mój drogi! Przepraszam Cię bardzo. Jesteś za dobrym wokalistą,żeby śpiewać ze mną w xFactorze! O nie! Ale wiesz....-spojrzałam na jego zaszklone oczy- pójdę na castong z tobą. Będę cię wpierać. Zawsze będę przy tobie,nie ważne co się będzie działo-powiedziałam,powstrzymując łzy. Harry mocno mnie przytulił.
-Dziękuję-szepnął mi do ucha. Siedzieliśmy tak przez dłuższą chwilę. Później postanowiliśmy wyjść na spacer. Trzeba się trochę przewietrzyć. No to hop w buty i na dwór! Było chłodno,pełno liści na dworze...lubię jesień. Poszliśmy do parku. Harry co chwilę coś śpiewał. Najfajniejsze było to,że śpiewał o miłości. Tylko i wyłącznie. Zastanawiałam się,czy czasem się w nikim nie zakochał... Zaczęliśmy biegać po parku jak dzieci. Rzucaliśmy liśćmi,krzyczeliśmy. Na koniec poszliśmy na huśtawki w głębi parku. Siedzieliśmy lekko się kołysząc. Nagle Harry wstał, stanął za moimi plecami i krzyknął:
-UWAGAA! - u zaczął mocną mnie bujać. Krzyczałam i piszczałam.A to wszystko przeplatałam jeszcze śmiechem. Nagle Harry przestał mnie bujać i podbiegł przed huśtawkę.
-Skacz!-krzyknął.
-Chyba zwariowałeś! Nigdy! Ja się tu zabiję! - wołałam.Ale Harry nalegał.
-Zaufaj mi-powiedział spokojnie,wpatrując się we mnie. Zaufałam mu,puściłam się huśtawki i skoczyłam. On mnie złapał,okręcił się i usiadł lekko na stercie liści. Zaczęliśmy się śmiać w niebo głosy. Byłam potwornie szczęśliwa,że poznałam Harrego. Znam go od dwóch dni,a nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie wiem co się ze mną dzieje...chyba się w nim zakochałam. Ale nie! Nie powiem mu tego. To zniszczy naszą przyjaźń.
Po zabawie w parku poszliśmy na naszą dzielnicę i niestety musieliśmy rozejść się do domów. Ale wiem ,że spotkamy się jutro. Na pewno.
Martyna zapraszam do mnie <3 http://lhzln.blogspot.com/ Styles'owa
OdpowiedzUsuń