Mam na imię Martyna. Mam szesnaście lat i mieszkam sama w Londynie od paru lat. Rodzice kupili mi tu piękny dom na przedmieściach i sobie tutaj żyję. Ostatnio na korytarzu w szkole usłyszałam od koleżanek,że jest nowy uczeń. Podobno niezłe ciacho i w naszym wieku. Ale nikt z nim nie rozmawia i nie zna jego imienia. Nie chce się do nikogo odzywać. Pomyślałam,że pewnie się boi. Ja też się na początku bałam. *później* Już po dzwonku,więc biegnę obładowana książkami do sali chemicznej na lekcję. Nagle nie wiadomo skąd wpadł na mnie jakiś chłopak. Wszystkie książki i notatki upadły na ziemię,a ja razem z nimi. Nad głową usłyszałam piękny głos chłopaka
- Oh! No nie,przepraszam,nic ci nie jest?!- chłopak chyba się nieźle wystraszył. Spojrzałam na niego i zamarłam. Był cudowny. Piękny i zgrabny. Fajnie ubrany. Włosy miał w kolorze ciemnego kasztana,całe lokowane( ale nie afro). Podał mi rękę i pomógł mi wstać. Jego silne ramie mnie uniosło i stanęłam kilka centymetrów od niego. Spojrzałam na niego. Jego piękne,zielone oczy patrzyły zatroskane na moją twarz.
- Przeprasza,mam nadzieję że nic ci nie jest. Wszystko ok? -odezwał się zakłopotany chłopak.
-Nie,chyba nie...ale moje wszystkie notatki leżą rozwalone na środku korytarza -wskazałam ręką na podłogę. Kolega schylił się i zaczął je zbierać. Uklękłam obok niego i zbieraliśmy je razem.
-Jestem Harry Styles,a ty? -spojrzał na mnie
-Ja jestem Martyna Moliżka (nazwisko zmienione) - uśmiechnęłam się w jego stronę. Harry się skrzywił.
-Hmmm....trudno powtórzyć. Nie jesteś angielką,co nie?
-Nie,niestety. Jestem polką. Mieszkam sama w Londynie od paru lat.-wytłumaczyłam-ale wszyscy mówią do mnie Tina. Jeśli chcesz,też możesz tak mówić.- Harry odetchnął. Pozbieraliśmy moje notatki i uciekłam do mojej sali. Byłam już nieźle spóźniona. Weszłam na lekcję gdy nauczycielka,pan Brown pisała wzory na tablicy. Nawet nie zauważyła kiedy wchodziłam. Wślizgnęłam się do ławki (jak zwykle siedziałam sama) ,wyciągnęłam zeszyt i zaczęłam zapisywać notatki. Nagle drzwi się uchyliły. Usłyszałam szept,po czym drzwi otworzyły się szerzej. Do klasy wszedł mój kolega z korytarza. Nauczycielka przedstawiła Harrego i wytłumaczyła,że jest nowym uczniem. Kazała mu usiąść obok mnie w ławce i wróciła do dalszego bazgrania po tablicy. Harry spojrzał na mnie z uśmiechem i ruszył w stronę swojego krzesła. Jego uśmiech był zniewalający. Śnieżnobiały i szczery. Wszystkie dziewczyny wzdychały do Harrego i szeptały co chwilę jego imię. Harry całą lekcję zamiast skupić się na tablicy,patrzył na mnie. Przyłapałam go na tym:
- Co się stało?Mam coś na twarzy?- zapytałam zmieszana
-Nie,wszystko z twoją buzią ok.-odparł rozpromieniony kolega z ławki. Nagle rozległ się dzwonek. Odetchnęłam i wybiegłam z klasy,nienawidziłam chemii. Nagle za plecami usłyszałam jakby ktoś mnie wołał. Odwróciłam się i zauważyłam Harrego przedzierającego się przez tłum biegnąc w moją stronę. Dogonił mnie zdyszany. Razem poszliśmy w stronę szafek. Mieliśmy już koniec lekcjo. Harry spytał się,czy może mnie kawałek odprowadzić. Dowiemy się trochę o sobie. Okazało się,że jakiś czas temu Harold przeprowadził się ze swojego rodzinnego miasta do Londynu kilka dni temu i mieszka kilka domów ode mnie. Dowiedziałam się dużo ciekawych rzeczy o Harrym. Np,że gdy był mały jego rodzice się rozwiedli. Teraz mieszka ze swoją mamą i starszą siostrą,Gemmą. Bardzo lubi koty i nawet ma jedną kotkę. Ma na imię Molly. Pochwalił mi się także,że u siebie w starym mieście miał zespół w którym był wokalistą. Grupa nazywała się " White Eskimo" . Gdy tylko to usłyszałam,zaprosiłam Harrego do siebie. Musiałam mu jeszcze troskę o sobie opowiedzieć i usłyszeć jego głos. Harry spojrzał na mnie swoimi hipnotyzującymi,zielonymi ślipkami. Uradowany rzekł do mnie :
-Bardzo chętnie! Bo wiesz...jesteś pierwszą osobą z którą od tych 2dni spędzonych w szkole porozmawiałem. I mam nadzieję,że mnie nie olejesz. Obiecujesz? Proszę.- jego oczy się zaszkliły.
-Oczywiście,że obiecuję!Nigdy w życiu bym cię nie olała. Za bardzo cię polubiłam. Ale obiecaj,że ty też mnie nie olejesz.-coś za coś,pomyślałam.
-Ja?! Ciebie?! Nie żartuj. Nigdy! Lecę powiedzieć mamie gdzie idę i za moment jestem u Ciebie- odrzekł,po czym odbiegł. Słyszałam tylko ciche okrzyki/radości spod jego domu,następnie trzask drzwi i ciszę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Plecak rzuciłam na schody i poczłapałam do kuchni,żeby wstawić mleko do mikrofali na kakao. Usłyszałam dzwonek do/drzwi, Popędziłam do nich szybko. Z wielkim uśmiechem je otworzyłam,a w progu ujrzałam Harrego z wielką miską ciastek. W dodatku,to były moje ulubione ciastka! Skąd on wiedział?! Nie ważne. Ważne,że przyszedł. Zaprowadziłam go do salony,posadziłam na kanapie i potuptałam do kuchni po kakałko. Usiadłam z kubkami obok Harrego i zaczęła się nasza rozmowa. Ciągnęła się ona godzinami./A ten czas mijał taak szybko. Nawet nie zauważyliśmy kiedy wybiła 2 w nocy. Harry zadzwonił do mamy,że zostaje tu na noc. W szafie znalazłam jakąś piżamę mojego starszego brata ,wręczyłam ją Harremu wraz z ręcznikiem i moją nową zapasową szczoteczką. Pokazałam mu gdzie jest łazienka i poszedł się wykąpać. Po nim do łazienki weszłam ja. O dziwo/wszędzie było sucho. Wyplumkałam się i w tym czasie głowiłam się skąd wzięła sie w mojej szafie piżama mojego brata. Gdy wyszłam z łazienki usłyszałam dźwięki gitary dobiegające z mojego pokoju. Weszłam do niego i ujrzałam Harrego siedzącego na mojej kanapie. Brzdąkał coś na gitarze i podśpiewywał. Usłyszał że wchodzę więc szybko przestał. Obejrzał mnie od góry do dołu i odrzekł :
-Pięknie wyglądasz w tej piżamce-mrugnął do mnie jednym okiem,aż się zarumieniłam. Usiadłam obok kolegi w puchatych lokach. Poprosiłam,aby coś zagrał i zaśpiewał. Na początku się nie zgadzał,ale na końcu uległ. Zagrał mi jakąś piosenkę Tiny Turner o miłości. Nie znałam tytułu. Zaśpiewał tak pięknie,że aż zaklaskałam. Harry się panicznie zaśmiał. Chyba się zawstydził. Powędrowałam z nim do salonu. Podczas gdy Harry się kąpał,ja przyszykowałam dla nas materace,bo nie chciałam żebyśmy spali w oddzielnych pokojach,albo jedna osoba na kanapie,a druga na ziemi. Położyliśmy się przy zgaszonym świetle. Harry zapalił świeczkę obok materacy,bo chciał zrobić ''magiczny klimat'' . Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy. I tak nam zeszło do rana. Wtedy zasnęliśmy. Jak dobrze,że to był już weekend. Zasnęliśmy twarzami do siebie. Czułam zapach Hazzy. Nie mogłam doczekać się jutra. Co będziemy robić?!
ogólniee mi sie podooba jest zajebistyy ;DD Ale wkurza mnie jedna rzecz :c taka mała czcionkaa i te tło prawie nic nie wiidaac :( :(
OdpowiedzUsuń